9,3
Naprawdę superliczba głosów: 148

Być Makaronem


Chciałem zacząć od tego jak się nazywam, ale nie zacznę. Bo zaraz będziecie się śmiać. Skąd to wiem? Wszyscy reagują śmiechem. Nic nie poradzę, że rodzice dali mi na imię: Makary. Nie wiem co im się stało, może mamę za bardzo bolało wszystko po porodzie, a tata był w szoku i nie mogli myśleć? Wzięli to imię chyba z kosmosu! Przy drugim dziecku, którym okazała się moja siostra, byli już bardziej przytomni. Ona dostała imię Amelia.

Jak może się domyślacie, wszyscy wołają na mnie Makaron. Na podwórku, w szkole i w domu jestem Makaronem. A życie Makaronu wcale nie jest łatwe, ale o tym jeszcze wam opowiem. Właściwie to już przywykłem do tej ksywki i stwierdziłem, że mogło być gorzej. Na przykład wtedy, gdyby nazwali mnie Grzymisław, Bonawentura czy Manfred. Jeśli ktoś ma tak na imię to przepraszam, ale ja bym się z tym nie pogodził. A z Makaronem jakoś żyję.

Moje życie polega na tym, że chodzę do szkoły, na treningi karate, do schroniska dla zwierząt, gram w gry komputerowe i odrabiam lekcje. Raz w tygodniu sprzątam swój pokój i klatkę myszy. Bo mam dwie myszy: Zenobię i Eustachię. Wiem, że mają dziwne imiona, ale chciałem żeby ktoś poczuł się tak samo jak ja. Nie lubię sprzątania klatki, ale ponoć mam się uczyć odpowiedzialności więc nie narzekam. Całe szczęście, mysie bobki są małe, twarde i nie śmierdzą prawie wcale. Psa to chyba nigdy nie będę miał, bo sprzątnięcie niespodzianki po nim zwyczajnie mnie przerasta! Fuj!

Mieszkam w bloku razem z mamą, tatą i Amelką. No i myszami. Babcia mieszka blok obok więc można powiedzieć, że jest nas cztery i pół osoby, bo babcia siedzi więcej u nas niż u siebie. Całe szczęście mamy trzy pokoje z czego jeden jest tylko mój! Przydałby się jakiś remont i może nowe meble. Te stare pamiętają czasy gdy uczyłem się pisać i sadzałem kulfony gdzie popadnie. Na szafie też. Najbardziej lubię moje łóżko. Ma w środku zarwaną dziurę i gdy na nim leżę, to zupełnie tak jakbym był w hamaku. Tylko nie buja się na boki. Dziura oczywiście nie powstała sama. Kiedyś próbowałem doskoczyć do sufitu i niestety w łóżku coś nie wytrzymało, pękło. Mama powiedziała, że jak jestem taki mądry to teraz będę spał niewygodnie. Mi tam wygodnie, najwyraźniej mądrość jednak się przydaje.

W moim pokoju, nazywanym Makaronową Grotą, najwięcej miejsca zajmują świnie. To nie żart. Zbieram świnie i zabraniam się z tego powodu śmiać! Już wystarczy, że wszyscy chichoczą na dźwięk mojego imienia. Hobby jak każde inne. Jedni zbierają monety, inni znaczki czy żółwiki, a ja świnie. Nie wiem dlaczego tak je lubię, ale ponoć tak już mam od małego. Mama uwielbia opowiadać wszystkim o pewnej historii z przeszłości. Gdy miałem 5 lat pojechaliśmy na wieś. Ponoć w którymś momencie gdzieś się zapodziałem. Wszyscy wpadli w panikę. Szukali mnie wszędzie i znaleźli koło chlewu. Podobno spałem na trawie przytulony do czterech małych prosiaczków. Wyglądałem jak ich piąty braciszek. Gdy mama opowiada o tym sąsiadkom, to da się jakoś przeżyć, ale gdy zaczyna przy moich kolegach i koleżankach… sami możecie sobie wyobrazić. Co za wstyd! Już lepiej, że mówią na mnie Makaron, bo daję głowę, że gdyby nie to, byłbym pewnie Prosiaczkiem.

Kiedy jedziemy z rodzicami po zakupy i zauważę gdzieś figurkę świnki, tata szepcze zawsze do mamy: „Oho, zaczyna się świniobranie!”. Nie przejmuję się tym. Dostaję kieszonkowe i wydaję je na co chcę, a ja chcę na świnki. Mam już 87 figurek, 5 obrazów, zeszyty, koszulki i plakat ze świnkami. Niezła kolekcja, co? Zajmują sporą część pokoju ale to nic. Jak ktoś się czepia, to mówię: „Nie bądź świnia, bo cię wsadzę do kolekcji” i po sprawie. Koledzy to nawet mi czasem przynoszą jakieś gadżety ze świniakami. A ja ich dokształciłem! Nie wiedzieli, że świnie są takie mądre. A są! Mogą być sprytniejsze niż pies. Nawet jeden słynny aktor miał zamiast psa świnkę wietnamską, trzymał ją w domu. Znała różne sztuczki i załatwiała się na podwórku. Nieźle, nie? Mój tata nie chce się zgodzić na świnię wietnamską w bloku. Mówi, że umarłby ze wstydu przed sąsiadami, a i tak wystarczy, że przychodzi babcia. Nie wiem co to ma wspólnego, ale tata chyba niezbyt lubi jej wizyty.

No i tak to wygląda bycie Makaronem. Nie wiem czy ktoś będzie chciał czytać te moje wypociny. Ale jak będzie dużo ocen i ochota, to przecież napiszę coś więcej. Wszystko zależy od was.

DRUGĄ CZĘŚĆ MOICH PRZYGÓD MOŻECIE PRZECZYTAĆ KLIKAJĄC TUTAJ: KUNG FU MAKARON





WP/Beata Kośmider

Zobacz inne